Jesteśmy teraz my dwie. właściwie trzy. a może i cztery? Ja, to
jedna. Ze ściany spogląda na mnie anioł z bukietem kwiatów, z urodzin
sprzed trzech lat. Ona jest druga, w swojej transcendencji. Trzecia jest
Mela. Pewnie też ją już spotkałeś.
trzecia
Powietrze
jest mroźne mimo rozgrzanych kaloryferów, taki urok starej kamienicy.
Czwarta jest harmonia, która rodzi się w momencie obcowania nas trzech.
Życie naprawdę toczy się cały czas
Czasem tak trudno przeżyć wszystko pierwsze
uporczywość
nieobecności
bezgłośnie
nie ma takich słów
można już to tylko usłyszeć pomiędzy
'
**********
jak modlitwa
wszystkich dzieci które znam
płynie siła by
coraz mniej
się bać
piątek, 21 listopada 2014
środa, 19 listopada 2014
Subiektywny apolityczny protokół z poszukiwania protokołów powyborczych
Będąc młodą dziennikarką, przyszedł był do mnie naczelny z rozkazem sporządzenia notatek prasowych z protokołów powyborczych z kilku gmin powiatu raciborskiego. Od razu poczułam, że spisanie imion i nazwisk w rządeczku z liczbą głosów obok, przerasta moje twórcze kompetencje, ale pomyślałam: w BIP-ie to mam!, za robotę się wzięłam, bo wziąć się trzeba. sprawdziwszy o poranku BIP-y gmin czterech nie będę wymieniać nazwy, okazało się, że rzeczonych protokołów na żadnym z BIP-ów nie ma. Nie tracąc animuszu zadzwoniłam do gminy nr 1, gdzie przeuroczy pan Marcin powiedział, że do trzech godzin to wszystko będzie, bo to już wszystko jest, ale z powodu tamtej awarii, tego jeszcze nie ma.
W gminie nr 2 pan powiedział, że zaraz zapyta, po czym stanąwszy na wysokości zadania, zadzwonił za 5 minut i powiedział, że już jest.
W gminie nr 3 pani rzecznik prasowy powiedziała, że ona sama wszystko przygotuje, jednakowoż czeka na informacje na BIP-ie, których jeszcze nie ma, bo awarie opóźnienia, ktoś coś przywiózł, ale jeszcze nie sporządził, więc będzie sporządzone, kiedy będzie.
W gminie nr 4 powiedzieli, że oni nie wiedzą, że to ma być na BIP-ie i jak się dowiedzą, to mi powiedzą, bo awaria tego systemu sprawiła, że nie ma wersji elektronicznych, ale generalnie wszystko co przyszło ręcznie, to już wisi w gablotach, więc nie wiedzą, ale chyba nie będą tego ściągać skanować. Ale jak się dowiedzą to mi powiedzą.
Mając do tak zwanego ogarnięcia 4 gminy, podsumowałam: jedną zrobi pani, rzecznik, 3 ja. Z trzech jedna już była na stronie. Zaczęłam mozolnie spisywać imionka nazwiska liczby głosików i dumna po ponad godzinie sumiennych korekt zadowolona wysłałam artykuł do publikacji. Przeszukawszy internety i BIP-y pozostałych gmin i zaktulizowawszy, że dalej nie ma potrzebnych mi informacji, już chciałam się za inną robotę chycić (od potocznego sformułowania: roboty się chyć), kiedy zadzowniła pani z gminy nr 2 i powiedziała: Pani Kamilo, większość imion na tej liście Pani się nei zgadza. Postawiłam szare komórki w stan najwyższej gotowości i orzekłam tryumfalnie: WIEM!!! BO SPISAŁAM WSZYSTKIE DRUGIE!! Po drugiej stronie słuchawki zapadło niezrozumiałe dla mnie milczenie.
Także tego. resztę protokołów sporządzi Ala lub Tereska.
Z poważaniem
Magdalena Besz. yyy, tfu! - Kamila.
W gminie nr 2 pan powiedział, że zaraz zapyta, po czym stanąwszy na wysokości zadania, zadzwonił za 5 minut i powiedział, że już jest.
W gminie nr 3 pani rzecznik prasowy powiedziała, że ona sama wszystko przygotuje, jednakowoż czeka na informacje na BIP-ie, których jeszcze nie ma, bo awarie opóźnienia, ktoś coś przywiózł, ale jeszcze nie sporządził, więc będzie sporządzone, kiedy będzie.
W gminie nr 4 powiedzieli, że oni nie wiedzą, że to ma być na BIP-ie i jak się dowiedzą, to mi powiedzą, bo awaria tego systemu sprawiła, że nie ma wersji elektronicznych, ale generalnie wszystko co przyszło ręcznie, to już wisi w gablotach, więc nie wiedzą, ale chyba nie będą tego ściągać skanować. Ale jak się dowiedzą to mi powiedzą.
Mając do tak zwanego ogarnięcia 4 gminy, podsumowałam: jedną zrobi pani, rzecznik, 3 ja. Z trzech jedna już była na stronie. Zaczęłam mozolnie spisywać imionka nazwiska liczby głosików i dumna po ponad godzinie sumiennych korekt zadowolona wysłałam artykuł do publikacji. Przeszukawszy internety i BIP-y pozostałych gmin i zaktulizowawszy, że dalej nie ma potrzebnych mi informacji, już chciałam się za inną robotę chycić (od potocznego sformułowania: roboty się chyć), kiedy zadzowniła pani z gminy nr 2 i powiedziała: Pani Kamilo, większość imion na tej liście Pani się nei zgadza. Postawiłam szare komórki w stan najwyższej gotowości i orzekłam tryumfalnie: WIEM!!! BO SPISAŁAM WSZYSTKIE DRUGIE!! Po drugiej stronie słuchawki zapadło niezrozumiałe dla mnie milczenie.
Także tego. resztę protokołów sporządzi Ala lub Tereska.
Z poważaniem
Magdalena Besz. yyy, tfu! - Kamila.
niedziela, 19 października 2014
Czas na zmiany. Post bezczelny
Dobry wieczór Państwu.
Justyna Marszałek-Świtlik i Kaśka Gierszewska-Widota czekają na wpis na blogu.
Nie wiem, czy to co za chwilę nastąpi jest tym, czego one oczekują. W poniższym bezczelnym wpisie albowiem pojawi się szereg uzgodnień moich samej ze sobą i choć może powinnam zapisać je w pamiętniczku, to z racji tego, że rzeczonego pamiętniczka nie prowadzę, nastąpi to tu. można nie czytać. będą też orzeczenia. można się znudzić, wyjść. można się nie zgadzać, ale po cóż podważać aksjomaty?
Orzeczenie pierwsze: Jestem bardzo inteligentna. To przekleństwo me i brzemię. Nie mam jednak zamiaru ani tym bardziej siły dłużej udawać, że jest inaczej.
Orzeczenie drugie: mam niezwykłą intuicję. Jeśli jej słucham, góry przenoszę. Jeśli jej nie słucham, mam bałagan i nieprzespaną, zmęczoną noc za sobą.
Orzeczenie trzecie: W moim domu na Mariańskiej nie można palić już papierosów. Chyba że ogłoszę dyspensę.
Orzeczenie czwarte: mam żałobę. Manie żałoby w ósmym miesiącu jest o wiele trudniejsze niż manie żałoby w ósmym dajmy na to dniu. Czasem dopiero w ósmym miesiącu zakłada się czarne. nie na znak manifestu. Na znak żałoby. Życie nasze zmienia się, ale się nie kończy. Śmierć jednak wiele kończy, a przez to wiele zmienia.
Orzeczenie piąte: praca na umowę o dzieło na dłuższą metę jest demotywująca i człowiek szuka alternatywy. Szukajcie, a znajdziecie. Szukajcie w sobie. I wokół siebie też.
Orzeczenie szóste: zeszczuplałam na buzi.
Orzeczenie siódme: odejście bliskiej osoby uruchamia różne, bardzo trudne procesy na różnych poziomach emocji czlowieczych. Można jednak ze mną rozmawiać. Komunikować się. Może być trudniej. Może być inaczej. Może jednak warto.
Orzeczenie ósme: Na kolanach umyłam dzisiaj wszystkie podłogi w moim domu. Na prostych nogach i czasem zgiętych plecach kafelki, wanny (w liczbie:1), kibel i blaty.
Orzeczenie dziewiąte: niektórzy lubią poezję. Ja kocham.
Orzeczenie dziesiąte: Najgorsi chłopcy są najfajniejsi.ale są też najgorsi.
Orzeczenie jedenaste: czekam na stypendium ministra kultury na twórczość literacką. wizualizuję sobie już list gratulacyjny od ministra kultury. Żeby sobie go jeszcze treściowo ukonkretyzować w głowie, wygooglam zaraz kto tym ministrem jest. Na pewno dostanę to stypendium. Przecież nagroda publiczności na międzynarodowym konkursie poetyckim w czerwionce-leszczynach jest wystarczającym argumentem, aby mi je przyznać.
orzeczenie dwunaste: cały czas słucham OST City of Angels.
city of angels OST
Orzeczenie czternaste: jestem czasem przesądna.
Orzeczenie piętnaste: Nie cierpię mieszkać sama. Nie cierpię zasypiać sama.
Orzeczenie szesnaste: Gdyby ktoś kiedykolwiek zwątpił w witalność mego intelektu, proszę wrócić do orzeczenia nr 1.
Orzeczenie siedemnaste: wkurwia mnie, że pożegnania z ludźmi żyjącymi i nieżyjącymi są tak trudne, a ja jestem tak słaba.
Dziękuję, dobranoc.
Justyna Marszałek-Świtlik i Kaśka Gierszewska-Widota czekają na wpis na blogu.
Nie wiem, czy to co za chwilę nastąpi jest tym, czego one oczekują. W poniższym bezczelnym wpisie albowiem pojawi się szereg uzgodnień moich samej ze sobą i choć może powinnam zapisać je w pamiętniczku, to z racji tego, że rzeczonego pamiętniczka nie prowadzę, nastąpi to tu. można nie czytać. będą też orzeczenia. można się znudzić, wyjść. można się nie zgadzać, ale po cóż podważać aksjomaty?
Orzeczenie pierwsze: Jestem bardzo inteligentna. To przekleństwo me i brzemię. Nie mam jednak zamiaru ani tym bardziej siły dłużej udawać, że jest inaczej.
Orzeczenie drugie: mam niezwykłą intuicję. Jeśli jej słucham, góry przenoszę. Jeśli jej nie słucham, mam bałagan i nieprzespaną, zmęczoną noc za sobą.
Orzeczenie trzecie: W moim domu na Mariańskiej nie można palić już papierosów. Chyba że ogłoszę dyspensę.
Orzeczenie czwarte: mam żałobę. Manie żałoby w ósmym miesiącu jest o wiele trudniejsze niż manie żałoby w ósmym dajmy na to dniu. Czasem dopiero w ósmym miesiącu zakłada się czarne. nie na znak manifestu. Na znak żałoby. Życie nasze zmienia się, ale się nie kończy. Śmierć jednak wiele kończy, a przez to wiele zmienia.
Orzeczenie piąte: praca na umowę o dzieło na dłuższą metę jest demotywująca i człowiek szuka alternatywy. Szukajcie, a znajdziecie. Szukajcie w sobie. I wokół siebie też.
Orzeczenie szóste: zeszczuplałam na buzi.
Orzeczenie siódme: odejście bliskiej osoby uruchamia różne, bardzo trudne procesy na różnych poziomach emocji czlowieczych. Można jednak ze mną rozmawiać. Komunikować się. Może być trudniej. Może być inaczej. Może jednak warto.
Orzeczenie ósme: Na kolanach umyłam dzisiaj wszystkie podłogi w moim domu. Na prostych nogach i czasem zgiętych plecach kafelki, wanny (w liczbie:1), kibel i blaty.
Orzeczenie dziewiąte: niektórzy lubią poezję. Ja kocham.
Orzeczenie dziesiąte: Najgorsi chłopcy są najfajniejsi.ale są też najgorsi.
Orzeczenie jedenaste: czekam na stypendium ministra kultury na twórczość literacką. wizualizuję sobie już list gratulacyjny od ministra kultury. Żeby sobie go jeszcze treściowo ukonkretyzować w głowie, wygooglam zaraz kto tym ministrem jest. Na pewno dostanę to stypendium. Przecież nagroda publiczności na międzynarodowym konkursie poetyckim w czerwionce-leszczynach jest wystarczającym argumentem, aby mi je przyznać.
orzeczenie dwunaste: cały czas słucham OST City of Angels.
city of angels OST
Orzeczenie czternaste: jestem czasem przesądna.
Orzeczenie piętnaste: Nie cierpię mieszkać sama. Nie cierpię zasypiać sama.
Orzeczenie szesnaste: Gdyby ktoś kiedykolwiek zwątpił w witalność mego intelektu, proszę wrócić do orzeczenia nr 1.
Orzeczenie siedemnaste: wkurwia mnie, że pożegnania z ludźmi żyjącymi i nieżyjącymi są tak trudne, a ja jestem tak słaba.
Dziękuję, dobranoc.
niedziela, 24 sierpnia 2014
znowu razem
W Raciborzu nic się nie dzieje. I nagle przychodzi taki weekend memoriałowy, są jakieś wydarzenia, przyjeżdża nieżyjący od 3 lat Gary Moore, a człowiek, nieprzyzwyczajony do dziania się, siedzi na kanapie, pije herbatę zieloną z pigwą i NIE pójdzie. Bo akurat dzisiaj trochę pada, wieje i też nie jest aż tak za gorąco - i co na siebie włożyć?
W sumie, to siedzimy we dwie. Nadeszła ta wiekopomna chwila, kiedy Kamila przyszła do mnie na herbatę. Ma ciepły kożuch, bo "pizga na memoriale". Nie przyszła tak sama z siebie. Po prostu ma przerwę w pracy (wciąż jest dziennikarką!). No i jak już przyszła, to zmusiła mnie do napisania notki na blogu. Kamila zawsze tak przychodzi, niby że mnie odwiedza, jest ciekawa, co u mnie, a potem siedzi i dzwoni... do Odysa, do Lesia, potem esemesy wysyła, gada o byłym chłopaku i o tym, że mam perspektywę z okna jak we Wrocławiu. No a ja Leklerka widzę. Potem wchodzi na fejsa i w zasadzie to jest tak, jakby jej nie było. Ale dzięki temu Wy macie notkę. A wiem, że czekacie. Nawet Grzegorz Jakub, który niby tu nie wchodzi, ale jednak wiemy, że tak nie jest.
Martwi nas brak komentarzy. Chcemy być blisko czytelnika. Toteż Kamila organizuje imprezę tylko dla stałych czytelników. No, zobaczymy, kto przyjdzie. Tzn. Kamila udostępnia mieszkanie. Organizatorem jest Ktoś Inny. Ktoś, kto słynie w Raciborzu z organizacji oryginalnych potańcówek i nasiadówek... Kamila zastrzega, że nie będzie można przynosić słodyczy i czipsów - tylko zdrową żywność, alkohol i narkotyki ;) Oczywiście, próbowałam jej uświadomić, że ludzie lubią czipsy i takie zakazy mogą ich odstraszyć, ale Kamila uważa, że to nawet dobrze, bo jeszcze nie daj Boże przyjdzie 10 osób...
A tu dowód, że siedzimy razem. (napisałam, "jesteśmy razem", ale Kamila kazała mi to zmienić, bo "w naszym wieku nie możemy sobie pozwolić na niedomówienia")
W sumie, to siedzimy we dwie. Nadeszła ta wiekopomna chwila, kiedy Kamila przyszła do mnie na herbatę. Ma ciepły kożuch, bo "pizga na memoriale". Nie przyszła tak sama z siebie. Po prostu ma przerwę w pracy (wciąż jest dziennikarką!). No i jak już przyszła, to zmusiła mnie do napisania notki na blogu. Kamila zawsze tak przychodzi, niby że mnie odwiedza, jest ciekawa, co u mnie, a potem siedzi i dzwoni... do Odysa, do Lesia, potem esemesy wysyła, gada o byłym chłopaku i o tym, że mam perspektywę z okna jak we Wrocławiu. No a ja Leklerka widzę. Potem wchodzi na fejsa i w zasadzie to jest tak, jakby jej nie było. Ale dzięki temu Wy macie notkę. A wiem, że czekacie. Nawet Grzegorz Jakub, który niby tu nie wchodzi, ale jednak wiemy, że tak nie jest.
Martwi nas brak komentarzy. Chcemy być blisko czytelnika. Toteż Kamila organizuje imprezę tylko dla stałych czytelników. No, zobaczymy, kto przyjdzie. Tzn. Kamila udostępnia mieszkanie. Organizatorem jest Ktoś Inny. Ktoś, kto słynie w Raciborzu z organizacji oryginalnych potańcówek i nasiadówek... Kamila zastrzega, że nie będzie można przynosić słodyczy i czipsów - tylko zdrową żywność, alkohol i narkotyki ;) Oczywiście, próbowałam jej uświadomić, że ludzie lubią czipsy i takie zakazy mogą ich odstraszyć, ale Kamila uważa, że to nawet dobrze, bo jeszcze nie daj Boże przyjdzie 10 osób...
A tu dowód, że siedzimy razem. (napisałam, "jesteśmy razem", ale Kamila kazała mi to zmienić, bo "w naszym wieku nie możemy sobie pozwolić na niedomówienia")
wtorek, 19 sierpnia 2014
O tym, że minęło 7 miesięcy
Dziś Kamila publicznie zarzuciła mi, że od roku nie piszę na blogu. Sprawdziłam. Nie rok, a raptem 7 miesięcy. Burzliwych miesięcy. Bo na przykład, obroniłam się i mam magiczne "lic." przed nazwiskiem. Wszystkim tłumaczę, że lic z bohemistyki to większy wyczyn niż mgr z polonistyki, ale nikt mi nie wierzy. Gdy opowiadam, że czeski przydał mi się w Grecji, też nikt nie wierzy. Pff...
Co u mnie? Jest mi zimno (idealna temperatura to 34 w cieniu!), mam plagę owocówek w mieszkaniu (gdy wyjeżdżałam w czerwcu, też były. Ile żyje owocówka??) i pranie wiszące dosłownie wszędzie. A tak poza tym, to wróciłam. Wróciłam i roznosi mnie energia. Nie rozumiem tego. Wracając z Grecji, byłam pewna, że będę musiała odespać kilka zarwanych nocy. A tu niespodzianka. Budzę się o 6. I nie wiem, co począć (no, mogłabym w końcu pobiegać, ale... biegać tak wcześnie?). Brakuje mi greckich pomidorów, fig, słońca i luzu ubraniowego (wiecie, że zakładacie dziwne spodenki, koszulkę i nie myślicie o tym, że wyglądacie infantylnie), ale na pocieszenie mam greckie wino. Znaczy miałam.
Zerknęłam, co tam u Kasi Tusk. Pisze, że ma dość ograniczeń i wrzuca look of the day w dzinsach i t-shircie. Poza tym, uczy jak zrobić kawę mrożoną. Ta to ma klawe życie.
Przeczytałam Camillę Lackberg. Jeżeli lubicie słodkie opowieści, w których bohaterka zajada się cynamonowymi bułeczkami w malutkiej nadmorskiej miejscowości, to polecam. A tak serio. Nie polecam. Nie wierzę, że jesteście tak prości...
G.
Co u mnie? Jest mi zimno (idealna temperatura to 34 w cieniu!), mam plagę owocówek w mieszkaniu (gdy wyjeżdżałam w czerwcu, też były. Ile żyje owocówka??) i pranie wiszące dosłownie wszędzie. A tak poza tym, to wróciłam. Wróciłam i roznosi mnie energia. Nie rozumiem tego. Wracając z Grecji, byłam pewna, że będę musiała odespać kilka zarwanych nocy. A tu niespodzianka. Budzę się o 6. I nie wiem, co począć (no, mogłabym w końcu pobiegać, ale... biegać tak wcześnie?). Brakuje mi greckich pomidorów, fig, słońca i luzu ubraniowego (wiecie, że zakładacie dziwne spodenki, koszulkę i nie myślicie o tym, że wyglądacie infantylnie), ale na pocieszenie mam greckie wino. Znaczy miałam.
Zerknęłam, co tam u Kasi Tusk. Pisze, że ma dość ograniczeń i wrzuca look of the day w dzinsach i t-shircie. Poza tym, uczy jak zrobić kawę mrożoną. Ta to ma klawe życie.
Przeczytałam Camillę Lackberg. Jeżeli lubicie słodkie opowieści, w których bohaterka zajada się cynamonowymi bułeczkami w malutkiej nadmorskiej miejscowości, to polecam. A tak serio. Nie polecam. Nie wierzę, że jesteście tak prości...
G.
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Bardzo ważne refleksje o życiu
Bo na życiu trzeba się znać.
mnie osobiście do tego jest jeszcze daleko, no ale czasem mam refleksje. niestety, dziś się z nimi podzielę, ale krótko, a później już będzie normalnie.
po pierwsze, jak stanie się w życiu coś takiego że dobrego i Bóg widzi że to jest dobre to potem się po całym wszystkim (sercu, plecach, kończynach różnych, i w falach mózgowych) rozchodzą takie fale zadowolenia i to tak narasta to poczucie takiej satysfakcji i motywacji a jak się zrobi coś złego dla siebie i że to jednak jest wbrew to wtedy się rozchodzą fale demotywacji autodestrukcji i nie ma rozwoju i to można się oszukiwać że to nie było złe ale w trzonie swojego serca życia nie oszukaszsz nie nie nie
po drugie, na chłopaków trzeba uważać bo czasem się wydaje że są fajni a jednak później się okazuje że są dziadami i śpią niemalże symultanicznie z inną jakąś Edytką w przykusej sukienczynie ćwierćinteligentną i mojej koleżance się to zdarzyło ale nie będę zdradzać sekretów jej alkowy tak publicznie no to to to też nie o to chodzi Anuszka generalnie juz rozlała olej
Książki w życiu warto czytać bo potem nikt się nie dziwi o co chodzi z Anuszką
Miałam kiedyś koleżankę nazywała się Gosia Bonk prowadziła ze mną bloga teraz po fejsbuku poznaję że mieszka w Grecji i jest opalona i to jej wystarcza do szczęścia a ja muszę tu dziergać te słowa w struktury z grzywką obciętą a la Halinka z Lubomi
mój kolega Odyseusz nie dość że publicznie na fejsbuku napisał że się zakochałam w swojej własnej pralce to teraz robiąc mi występy osobiste w oknie dialogowym za darmo! ma wizję związaną z mą osobą, cytuję wizję:
mnie osobiście do tego jest jeszcze daleko, no ale czasem mam refleksje. niestety, dziś się z nimi podzielę, ale krótko, a później już będzie normalnie.
po pierwsze, jak stanie się w życiu coś takiego że dobrego i Bóg widzi że to jest dobre to potem się po całym wszystkim (sercu, plecach, kończynach różnych, i w falach mózgowych) rozchodzą takie fale zadowolenia i to tak narasta to poczucie takiej satysfakcji i motywacji a jak się zrobi coś złego dla siebie i że to jednak jest wbrew to wtedy się rozchodzą fale demotywacji autodestrukcji i nie ma rozwoju i to można się oszukiwać że to nie było złe ale w trzonie swojego serca życia nie oszukaszsz nie nie nie
po drugie, na chłopaków trzeba uważać bo czasem się wydaje że są fajni a jednak później się okazuje że są dziadami i śpią niemalże symultanicznie z inną jakąś Edytką w przykusej sukienczynie ćwierćinteligentną i mojej koleżance się to zdarzyło ale nie będę zdradzać sekretów jej alkowy tak publicznie no to to to też nie o to chodzi Anuszka generalnie juz rozlała olej
Książki w życiu warto czytać bo potem nikt się nie dziwi o co chodzi z Anuszką
Miałam kiedyś koleżankę nazywała się Gosia Bonk prowadziła ze mną bloga teraz po fejsbuku poznaję że mieszka w Grecji i jest opalona i to jej wystarcza do szczęścia a ja muszę tu dziergać te słowa w struktury z grzywką obciętą a la Halinka z Lubomi
mój kolega Odyseusz nie dość że publicznie na fejsbuku napisał że się zakochałam w swojej własnej pralce to teraz robiąc mi występy osobiste w oknie dialogowym za darmo! ma wizję związaną z mą osobą, cytuję wizję:
Lejdis end dżentelnem, de winer is...
i w trykocie wychodzi Besz na postument na Mistrzostwach Świata w zapsach w stylu klasycznym
jaki wizjoner taka wizja.
KONIEC
a teraz bardzo Państwu dziękuję bo mie się wspomniało że trykocik przeprać muszę.
buziaczki!
aaa, P.S. śnił mi się Władimir Putin, który okupował Polskę i podszedł do mnie e tym okupacyjnym autobusie i mówi: twoje zdjęcia są o milimietr za daleko od impulsów.
moje zdjęcia?? nigdy!
vladmir vladimir vladimir...
aaa, P.S. śnił mi się Władimir Putin, który okupował Polskę i podszedł do mnie e tym okupacyjnym autobusie i mówi: twoje zdjęcia są o milimietr za daleko od impulsów.
moje zdjęcia?? nigdy!
vladmir vladimir vladimir...
piątek, 15 sierpnia 2014
PIerwsze urodziny w niebie
Obiecałam że napiszę post. że pojawi się 12 sierpnia wieczorem. Więc piszę i pojawi się 15 sierpnia nad ranem. Moja Stefania po raz pierwszy w życiu po życiu spędziła urodziny z kimś sobie równym. z aniołami.
na grób zaniosłam kwiaty dwa znicze, na urodziny zaprosiłam 12-letnią Sabinkę, puszczałyśmy Stefance bańki mydlane i śpiewałyśmy piosenki
nic więcej
na grób zaniosłam kwiaty dwa znicze, na urodziny zaprosiłam 12-letnią Sabinkę, puszczałyśmy Stefance bańki mydlane i śpiewałyśmy piosenki
nic więcej
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

