W gorączce przedświątecznej Małgorzata nie znalazła czasu, aby spełnić swą obietnicę i zauroczyć tłum szanownych Czytelników błyskotliwymi refleksjami z wnętrza mądrej głowy i serca.
Więc nowym postem tchnę życie w tegoż bloga znowu ja...
O Boże Boże Boże Narodzenie chodzi.
Nigdy nie odnalazłam się w świętach tak jak to proponują w reklamach. Im jestem starsza, tym bardziej mnie przytłacza i przeraża okołoświąteczna propaganda. i choć Mikołaja i ciężarówkę z kokakoli wspominać zawsze będę z ciepłem w sercu, bo niesie moją myśl ku czasom dziecięctwa, to reszta reklam z ładnymi dziećmi, blyszczącą choinką śniegiem za oknem i amerykańskim standartami christmasowymi w tle muzycznym (chociaż może są urocze) wzmaga we mnie poczucie pustki. Jak studiowałam filologię polską na specjalizacji film-teatr to raz się na zajeciach uczyliśmy o anestetyzacji. I ja takiego okołoanestetycznego stanu doznaję zawsze przed świętami. Chodzi o to, że serce mi się wyłącza. uodparnia na wyświechtaną reklamą magię świąt. i duch przedświątecznego oczekiwania i dreszczyku we mnie obumiera. I w tym roku już było prawie tak samo.
Ale na szczęście - tylko prawie. bo uratowało mnie spotkanie z drugim człowiekiem. Nie jedno, a kilka. I nie przypadkowe, a opłatkowe.
Pracując w moich pracach odwiedzałam różne miejsca, gdzie różni ludzie mieli swoje wigilijki. Robota jak robota niby. Nakręcić materiały, o tym jak składają sobie życzenia.
Ale ile w tym było piękna, to ja to aż napisać muszę.
Byłam na wigilijce emerytów w pietrowicach, na wigilijce niepełnosprawnych uczestników warsztatów terapii zajęciowej, na wigi w dziennym domu pomocy społecznej - żeby wymienić pierwsze trzy, co mi do głowy przychodzą.
I tam nie było tych wymuskanych doskonałych dzieciaczków w drogich ubrankach. Skrzącego śniegu. Ludzi ciętych na wymiar. Doskonale pięknych.
A były to przepiękne spotkania. Gdzie czuło się radość i absolutne zaangażowanie w to wydarzenie. Każde spojrzenie w oczy miało wartość. każdy uścisk dłoni. Barszcz z uszkami ugotowany przez kucharki z koła gospodyń czy panie ze stołówki nalewany do talerzy urastał w moich oczach do rytualnego gestu. Na wigilijkach emerytów i rencistów w powietrzu krąży szczęście. Zadowolenie i szacunek dla chwili, w której razem się zje te pierogi. Absolutny podziw dla przedszkolaków, którym panie wychowawczynie podrzucają szeptem fragmenty zapomnianych tekstów w przygotowanych na tę okoliczność jasełkach.
Wzruszająca zwyczajność bez śniegu za oknem i doskonale białych zębów wyszczerzonych w x-massowym uśmiechu. Jest w tej prostocie i szczerości coś zawstydzającego. Naga zupełnie radość bezgadżetowa.
Jakbym była reklamą, to by mi się głupio i smutno zrobiło. Bo by się okazało, że do stworzenia prawdziwej świątecznej atmosfery w ogóle nie jestem potrzebna.
Z każdego z tych spotkań wychodziłam z miękkim sercem i łzą w kącie oka, do której się teraz w ciszy nocy przyznaję.
I podziękowanie ślę do tych wszystkich pięknych dusz, które we mnie na nowo wiarę w Boże Narodzenie rozbudziły.
k.
ps. a jaką ja mam piękną anielską szlachetną babcię to nie macie pojęcia. A z jaką uwagą ona "Opowieść wigilijną" oglądała i mojemu ojcu o duchu przeszłości, teraźniejszości i przyszłości mówiła...
piątek, 27 grudnia 2013
czwartek, 12 grudnia 2013
Obijając się o nonsens
Jesteśmy teraz my dwie. właściwie trzy. a może i cztery? Ja, to jedna. Ze ściany spogląda na mnie anioł z bukietem kwiatów, z urodzin sprzed trzech lat. Ona jest druga, w swojej transcendencji. Trzecia jest Mela. Pewnie też ją już spotkałeś.
trzecia
Powietrze jest mroźne mimo rozgrzanych kaloryferów, taki urok starej kamienicy. Czwarta jest harmonia, która rodzi się w momencie obcowania nas trzech.
Życie naprawdę toczy się cały czas
Czasem tak trudno przeżyć wszystko pierwsze
uporczywość
nieobecności
bezgłośnie
nie ma takich słów
można już to tylko usłyszeć pomiędzy
'
**********
jak modlitwa
wszystkich dzieci które znam
płynie siła by
coraz mniej
się bać
trzecia
Powietrze jest mroźne mimo rozgrzanych kaloryferów, taki urok starej kamienicy. Czwarta jest harmonia, która rodzi się w momencie obcowania nas trzech.
Życie naprawdę toczy się cały czas
Czasem tak trudno przeżyć wszystko pierwsze
uporczywość
nieobecności
bezgłośnie
nie ma takich słów
można już to tylko usłyszeć pomiędzy
'
**********
jak modlitwa
wszystkich dzieci które znam
płynie siła by
coraz mniej
się bać
środa, 4 grudnia 2013
Nie wiem od czego zacząć.
Bo dawno mnie tu nie było. Już miałam iść spać, napisawszy do połowy artykuł o pewnym wzruszającym górniku, ale przypomniało mi się, że mam bloga. Mój Remigiusz pisze do mnie: piszesz bloga, tak? ja mówię: otworzyłam i patrzę na puste bo nie wiem od czego zacząć, a Remigiusz:
ze rok temu zaparzylas kawe z wody mineralnej
i to zmienilo twoje zycie
Rok temu zaparzyłam kawę z wody mineralnej i to zmieniło moje życie. Kawa była pracowa, ja byłam pyskata, więc straciłam pracę i możliwość parzenia oraz pyskowania. Straciwszy pracę, wyprowadziłam się od babci, żeby nie patrzyła na moją bezrobotną nieudolność. Wynajęłam pokój, nie mając pieniędzy, poznałam wspaniałą współlokatorkę i charyzmatycznego współlokatora. Zdarzyło mi się pokochać oboje. Były różne z tym związane przygody ponieważ jestem klasycznym emocjonalnym popaprańcem, ale było też dużo szczęścia przygód i rejestrów dotąd niepoznanych. Remigiusz był strasznie ale to strasznie zazdrosny że kogoś jeszcze znam (buahahahaha, taka tam prowokacja), ale serce nie sługa. Dzięki nim obojgu poznałam kolejnych wspaniałych ludzi (wiecie ile jest wspaniałych ludzi na świecie?? co najmniej z 16 osób! oprócz 12 tysięcy które już znałam).
Nie mając pracy, ale mając dużo miłości i czego tam jeszcze wędrowałam sobie przez życie, szukając zatrudnienia w Nysie, gdzie znalazłam kilka zatrudnień i było to owocne po dziś dzień. Pojechałam też do Petersburga, ogłaszając zbiórkę na fejsie. Dziękuję jeszcze raz wszystkim. Wypiłam morze alkoholu, przytyłam 8 kilo, których nie umiem zrzucić mimo, że staram się ćwiczyć ze szczupłymi koleżankami: Mel B, Ewą Chodakowską, Reginą Ochojski i Asią Jeszką z Klubu Endorfina na Skłodowskiej w Raciborzu, a to ostatnie działa na mnie jeszcze najbardziej efektywnie, więc chyba przestanę zjadać codziennie pół kilo słodyczy z Mieszka i da to efekty).
Widzę, że Państwo natarczywie chcą się dowiedzieć co z tą miłością. Sama osobą natarczywą potrafię być, więc zdenerwowałam niezwykle przystojnego, charyzmatycznego, inteligentnego i magnetycznego absztyfikanta, ale co przeżyłam, to mi nikt nie zabierze i więcej nic nie powiem, tylko wam ten wierzchołek góry lodowej we mgle ukazawszy.
W tym to czasie, po feralnej kawie z wody mineralnej (babcia mi nie pozwala pić kranówki, nawet przegotowanej) zmieniłam mieszkanie 4 razy. Po wielu perturbacjach, miotacjach, dywagacjach i kilku dobrych litrach Krupnika Old Liquor osiadłam w redakcji portalu naszraciborz.pl. Od trzech dni temu znowu mieszkam z moją piękną i mądrą Stefanią, która w poniedziałek orzekła: Kamilciu, wiesz, ja sobie chyba coś wynajmę.
Teraz leżę w tym łóżku, Stefania za ścianą oddycha, a ja sobie to myślę że poniekad zatoczyło się koło ale wcale nie jestem u punktu wyjścia.
Koło się zamknęło. a ja czuję że zataczam nowe, i bynajmniej nie zataczam SIĘ
Wpis reminiscencyjny i bez polotu jest, mam wrażenie.
Na szczęście mój Remigiusz wiedział, jak mam go skończyć:
ze teraz juz wiesz ze woda mineralna ma kolosalny wplyw na zycie czlowieka
na koniec piosenka dedykowana sercem.
ze rok temu zaparzylas kawe z wody mineralnej
i to zmienilo twoje zycie
Rok temu zaparzyłam kawę z wody mineralnej i to zmieniło moje życie. Kawa była pracowa, ja byłam pyskata, więc straciłam pracę i możliwość parzenia oraz pyskowania. Straciwszy pracę, wyprowadziłam się od babci, żeby nie patrzyła na moją bezrobotną nieudolność. Wynajęłam pokój, nie mając pieniędzy, poznałam wspaniałą współlokatorkę i charyzmatycznego współlokatora. Zdarzyło mi się pokochać oboje. Były różne z tym związane przygody ponieważ jestem klasycznym emocjonalnym popaprańcem, ale było też dużo szczęścia przygód i rejestrów dotąd niepoznanych. Remigiusz był strasznie ale to strasznie zazdrosny że kogoś jeszcze znam (buahahahaha, taka tam prowokacja), ale serce nie sługa. Dzięki nim obojgu poznałam kolejnych wspaniałych ludzi (wiecie ile jest wspaniałych ludzi na świecie?? co najmniej z 16 osób! oprócz 12 tysięcy które już znałam).
Nie mając pracy, ale mając dużo miłości i czego tam jeszcze wędrowałam sobie przez życie, szukając zatrudnienia w Nysie, gdzie znalazłam kilka zatrudnień i było to owocne po dziś dzień. Pojechałam też do Petersburga, ogłaszając zbiórkę na fejsie. Dziękuję jeszcze raz wszystkim. Wypiłam morze alkoholu, przytyłam 8 kilo, których nie umiem zrzucić mimo, że staram się ćwiczyć ze szczupłymi koleżankami: Mel B, Ewą Chodakowską, Reginą Ochojski i Asią Jeszką z Klubu Endorfina na Skłodowskiej w Raciborzu, a to ostatnie działa na mnie jeszcze najbardziej efektywnie, więc chyba przestanę zjadać codziennie pół kilo słodyczy z Mieszka i da to efekty).
Widzę, że Państwo natarczywie chcą się dowiedzieć co z tą miłością. Sama osobą natarczywą potrafię być, więc zdenerwowałam niezwykle przystojnego, charyzmatycznego, inteligentnego i magnetycznego absztyfikanta, ale co przeżyłam, to mi nikt nie zabierze i więcej nic nie powiem, tylko wam ten wierzchołek góry lodowej we mgle ukazawszy.
W tym to czasie, po feralnej kawie z wody mineralnej (babcia mi nie pozwala pić kranówki, nawet przegotowanej) zmieniłam mieszkanie 4 razy. Po wielu perturbacjach, miotacjach, dywagacjach i kilku dobrych litrach Krupnika Old Liquor osiadłam w redakcji portalu naszraciborz.pl. Od trzech dni temu znowu mieszkam z moją piękną i mądrą Stefanią, która w poniedziałek orzekła: Kamilciu, wiesz, ja sobie chyba coś wynajmę.
Teraz leżę w tym łóżku, Stefania za ścianą oddycha, a ja sobie to myślę że poniekad zatoczyło się koło ale wcale nie jestem u punktu wyjścia.
Koło się zamknęło. a ja czuję że zataczam nowe, i bynajmniej nie zataczam SIĘ
Wpis reminiscencyjny i bez polotu jest, mam wrażenie.
Na szczęście mój Remigiusz wiedział, jak mam go skończyć:
ze teraz juz wiesz ze woda mineralna ma kolosalny wplyw na zycie czlowieka
i wiesz tez ze woda drąży skale i analogicznie wydrazyla zadrę w sercu pana prezesa
post scriptum:
post scriptum:
dobrze że czas leczy
rany julek już pierwsza idę spać.
składam solenną obietnicę że będę pisać częściej i regularniej.
KOlejny post będzie o tym, że chemię lepiej kupować niż przeżywać, a jego inspiratorką jest moja przyjaciólka z Nysy.
na koniec piosenka dedykowana sercem.
i co że może emocjonalność nastoletnia.
niedziela, 13 października 2013
dwa pierwsze akapity są o książkach; możecie pominąć...
Dziś w nocy (albo wczoraj, nie mam poczucia czasu) otrzymałam ważnego sms-a: "Gocha, sorry, że tak późno! Widziałam dziś Inferno w Auchan za 27 zł..." Noooo, nareszcie dobre wieści - pomyślałam o poranku. Chyba nie muszę pisać, że pojechałam z rana do oszął i jako jedna z pierwszych klientek zakupiłam nowego Browna. Nie żebym była jego wielką fanką. Ale wychodzę z założenia, że nowości trzeba znać. (Swoją drogą, jak oszął to robi, że cena na książce 44,90, a sprzedają za bezcen?) Trochę mnie tam poniosło i wyszłam z 4 książkami. Wczoraj poniosło mnie też w Matrasie (tam Inferno za 33 zł), jakoś nie potrafię przejść obojętnie obok księgarni. Obawiam się, że to jakaś choroba. Taka nieuleczlana. Boję się, bo za 2 tygodnie wybieram się z autorką sms-a na targi książki do Krakowa. Całkiem poważnie myślę o ustawieniu sobie jakiegoś limitu na koncie.
Zmarła Chmielewska. Dowiedziałam się z fejsbuka. Kilka osób uznało, że trzeba to sobie wkleić w status. Na drugi dzień w pracy moja bardzo zmartwiona koleżanka, fanka Chmielewskiej, zapytała, czy słyszałam. No ja słyszałam. Czytałam nawet o tym. Ale niestety, książki żadnej nie przeczytałam, bo jakoś mi tak nie po drodze z kryminałami było... Koleżanka trochę się oburzyła, że polonistka, i że nie znam, i że powinnam... Ok. Obiecałam, że przeczytam. Obietnicę muszę spełnić, gdyż już następnego dnia koleżanka przyniosła mi coś o krokodylu. Znaczy tytuł taki. I wiecie co? Męczę to już 3 dzień. I nie mogę. No nie mogę. Czytam i myślę o tych milionach ludzi, którzy uwielbiają kryminały Chmielewskiej. Nie potrafię przebrnąć przez książkę, która nie ma rozdziałów, za to jest najeżona imiesłowowymi równoważnikami zdania (takie, że wiecie: wyszedłszy z domu, zobaczył psa). Poza tym, mam ją trzeci dzień i wciąż nie pamiętam tytułu. Ale przeczytam. Może jutro, bo mam wolne. Dzień Świstaka - ustawowo wolny.
Znaczy miałam wolne. Gdy zapisałam na kartce, co mam jutro zrobić, to okazało się, że nie zdążę na zajęcia na PWSZ (dlaczego wykładowcy nie obchodzą tego święta??).
Ostatnio los mi nie sprzyja. Po tym, jak wrzuciłam do blendera (miksera?) brokuły, śmietanę, bulion i nie domknęłam wieczka, myślałam, że już nic gorszego nie może mi się przytrafić. Ale jednak. Utknęłam wczoraj na autostradzie. Najpierw na 40 minut - to jeszcze było do zniesienia, bo uporczywie myślałam, co by tu zrobić. Za przykładem innych kierowców, wyjechałam pasem awaryjnym. Nabyłam nowych umiejętności: ponad kilometr jechałam tyłem. Za tę przyjemność zapłaciłam 15,10 - tyle kosztuje wjazd i wyjazd tą samą bramką. "Uprzejma" pani na tejże bramce poinformowała mnie, że spokojnie mogę jechać do Gliwic i tam wjechać na autostradę, bo ten korek to tylko tutaj. Pojechałam i wrąbałam się w prawie 2 godzinny postój. Myślałam, że mnie cholera weźmie, bo w aucie miałam tylko "Krzyżaków" i stary katalog z Ikei.
Jestem na serialowym głodzie. Niczego nie ma, na wszystko trzeba czekać. Kurde, gdybym chciała czekać tydzień na kolejny odcinek, to kupiłabym sobie telewizor!
G.
Zmarła Chmielewska. Dowiedziałam się z fejsbuka. Kilka osób uznało, że trzeba to sobie wkleić w status. Na drugi dzień w pracy moja bardzo zmartwiona koleżanka, fanka Chmielewskiej, zapytała, czy słyszałam. No ja słyszałam. Czytałam nawet o tym. Ale niestety, książki żadnej nie przeczytałam, bo jakoś mi tak nie po drodze z kryminałami było... Koleżanka trochę się oburzyła, że polonistka, i że nie znam, i że powinnam... Ok. Obiecałam, że przeczytam. Obietnicę muszę spełnić, gdyż już następnego dnia koleżanka przyniosła mi coś o krokodylu. Znaczy tytuł taki. I wiecie co? Męczę to już 3 dzień. I nie mogę. No nie mogę. Czytam i myślę o tych milionach ludzi, którzy uwielbiają kryminały Chmielewskiej. Nie potrafię przebrnąć przez książkę, która nie ma rozdziałów, za to jest najeżona imiesłowowymi równoważnikami zdania (takie, że wiecie: wyszedłszy z domu, zobaczył psa). Poza tym, mam ją trzeci dzień i wciąż nie pamiętam tytułu. Ale przeczytam. Może jutro, bo mam wolne. Dzień Świstaka - ustawowo wolny.
Znaczy miałam wolne. Gdy zapisałam na kartce, co mam jutro zrobić, to okazało się, że nie zdążę na zajęcia na PWSZ (dlaczego wykładowcy nie obchodzą tego święta??).
Ostatnio los mi nie sprzyja. Po tym, jak wrzuciłam do blendera (miksera?) brokuły, śmietanę, bulion i nie domknęłam wieczka, myślałam, że już nic gorszego nie może mi się przytrafić. Ale jednak. Utknęłam wczoraj na autostradzie. Najpierw na 40 minut - to jeszcze było do zniesienia, bo uporczywie myślałam, co by tu zrobić. Za przykładem innych kierowców, wyjechałam pasem awaryjnym. Nabyłam nowych umiejętności: ponad kilometr jechałam tyłem. Za tę przyjemność zapłaciłam 15,10 - tyle kosztuje wjazd i wyjazd tą samą bramką. "Uprzejma" pani na tejże bramce poinformowała mnie, że spokojnie mogę jechać do Gliwic i tam wjechać na autostradę, bo ten korek to tylko tutaj. Pojechałam i wrąbałam się w prawie 2 godzinny postój. Myślałam, że mnie cholera weźmie, bo w aucie miałam tylko "Krzyżaków" i stary katalog z Ikei.
Jestem na serialowym głodzie. Niczego nie ma, na wszystko trzeba czekać. Kurde, gdybym chciała czekać tydzień na kolejny odcinek, to kupiłabym sobie telewizor!
G.
środa, 2 października 2013
Żeby coś tu fajnie było
Małgorzata odnaleziona, smok nie istnieje.
To dobrze. Dobrze.
Leżę przedsennie w mojej dwupokojowej kawalerce przy nowej nocnej lampce z pepko i jest mi miło.
Chciałabym teraz napisać coś takiego najmądrzejszego globalnospołecznoważnego aleee aleeeee aleeee takiego żeby wszyscy pomyśleli że jestem mądra i globalnospołeczna. Ale dupa mi z tego wyjdzie, z pustego to i Salomon się nie napije czy jak to tam.
Zamiast mądrych myśli przez głowę przechodzą mi następujące:
*a może by tak wyjść spod tej kołdry i w celach celebracyjnych zapalić rytualnego papierosa na postindustrialnym balkonie?
*ciekawe czy moja Stefanka już zasnęła w swoim domku?
*kto by umiał mi ten kurek wyciągnąć z umywalki bo się jakoś tak zaciął i nie chce wyjść a jeden mój kolega jest wykorzystującym ludzi egoistą i nie pomoże.
*a może by tak wyjść spod tej kołdry i w celach celebracyjnych zapalić rytualnego papierosa na postindustrialnym balkonie?
*ciekawe czy jeszcze mam talent aktorski
*nie spakowałam sukienki na tańce latynoskie
*czy twix w nocy ma mniej kalorii niż w dzień?
*a może ja nigdy nie miałam talentu aktorskiego
*a może by tak wyjść spod tej kołdry i w celach celebracyjnych zapalić rytualnego papierosa na postindustrialnym balkonie?
*o czym jutro pisać te artykuły w tej pracy
*którędy się zapisuje do banku głosów żeby zostać lektorem i czytać książki albo opisy filmów przyrodniczych albo pracować w radiu jak Wojciech Mann
*podnieść te skarpetki i wrzucić do kosza czy niech se leżą do rana
*ciekawe co mój Remigiusz robi teraz w Szczyrku
*czy zapraszając ludzi na parapetówkę albo okołookolicznościową imprezę wypada napisać im że najbardziej z prezentów przyda mi się domestos proszek do prania mop płyn do podłóg miska i pralka panele lampa wisząca do pokoju okleina na meble i dywanik łazienkowy oraz fototapeta z nowym jorkiem albo petersburgiem bo muszę wybrać do którego z nich się wyprowadzić?
*w sumie nie ma obowiązku żeby na te tańce mieć sukienkę pójdę w spodniach
Kończę te dyrdymały. idę na balkon. Mam co palić, nie muszę wciąż jeść. Sztucznym miodem karmieni. Erzac, cholera, nie życie?... :)
To dobrze. Dobrze.
Leżę przedsennie w mojej dwupokojowej kawalerce przy nowej nocnej lampce z pepko i jest mi miło.
Chciałabym teraz napisać coś takiego najmądrzejszego globalnospołecznoważnego aleee aleeeee aleeee takiego żeby wszyscy pomyśleli że jestem mądra i globalnospołeczna. Ale dupa mi z tego wyjdzie, z pustego to i Salomon się nie napije czy jak to tam.
Zamiast mądrych myśli przez głowę przechodzą mi następujące:
*a może by tak wyjść spod tej kołdry i w celach celebracyjnych zapalić rytualnego papierosa na postindustrialnym balkonie?
*ciekawe czy moja Stefanka już zasnęła w swoim domku?
*kto by umiał mi ten kurek wyciągnąć z umywalki bo się jakoś tak zaciął i nie chce wyjść a jeden mój kolega jest wykorzystującym ludzi egoistą i nie pomoże.
*a może by tak wyjść spod tej kołdry i w celach celebracyjnych zapalić rytualnego papierosa na postindustrialnym balkonie?
*ciekawe czy jeszcze mam talent aktorski
*nie spakowałam sukienki na tańce latynoskie
*czy twix w nocy ma mniej kalorii niż w dzień?
*a może ja nigdy nie miałam talentu aktorskiego
*a może by tak wyjść spod tej kołdry i w celach celebracyjnych zapalić rytualnego papierosa na postindustrialnym balkonie?
*o czym jutro pisać te artykuły w tej pracy
*którędy się zapisuje do banku głosów żeby zostać lektorem i czytać książki albo opisy filmów przyrodniczych albo pracować w radiu jak Wojciech Mann
*podnieść te skarpetki i wrzucić do kosza czy niech se leżą do rana
*ciekawe co mój Remigiusz robi teraz w Szczyrku
*czy zapraszając ludzi na parapetówkę albo okołookolicznościową imprezę wypada napisać im że najbardziej z prezentów przyda mi się domestos proszek do prania mop płyn do podłóg miska i pralka panele lampa wisząca do pokoju okleina na meble i dywanik łazienkowy oraz fototapeta z nowym jorkiem albo petersburgiem bo muszę wybrać do którego z nich się wyprowadzić?
*w sumie nie ma obowiązku żeby na te tańce mieć sukienkę pójdę w spodniach
Kończę te dyrdymały. idę na balkon. Mam co palić, nie muszę wciąż jeść. Sztucznym miodem karmieni. Erzac, cholera, nie życie?... :)
O tym, że smoki to tylko w bajkach
Żyję. Ha! Mało tego! Żyję i mam się dobrze. Bardzo chciałam tutaj coś napisać kiedyś, ale ta praca, studia, korepetycje, kursy, seriale, projekty, cuda-wianki... i jakoś mi to umknęło. Ale Kamila czuwa, za co jestem Jej bardzo wdzięczna, bo dba o bloga kosztem licencjata. To duże poświęcenie, biorąc pod uwagę to, że oddala w czasie możliwość pisania sobie przed nazwiskiem magicznego LIC. Ja z kolei nie mogę się doczekać faktu, kiedy zostanę licencjatem. Tak, wiem... trochę za bardzo wybiegam na przód.
Jeżeli chodzi o poprzednią notkę. Mimo że nie czytałam jej z podkładem muzycznym, to poczułam się wspaniale. I od razu zaznaczę: ja nie mędziłam. Kamila czuła potrzebę. To miłe. Dawno już nikt tak pięknie o mnie nie pisał. Tylko trochę poczułam się jakbym już nie żyła i patrzyła na Was z góry (no bo przecież nie z dołu). I przez chwilę to mi się nawet smutno zrobiło, że już mnie nie ma między Wami. Blog ma się dobrze, trwa, a my z nim. W nim. Tylko niejaki Przemysław E., bliski kolega Kamili, napisał ostatnio na pewnym portalu, że nazwa naszego bloga jest skaszaniona i nie koreluje z treścią i ideą. Człowieku! Ty nie wiesz, jak bardzo skaszaniony mamy login i hasło do tego bloga! I też nie korelują z niczym. A są.
A teraz będę oryginalna: jest mi zimno. Ale tak zimno, że nie wiem, co z tym zrobić. W związku z tym siedzę, jem i przeglądam blogi kulinarne. W międzyczasie piekę ciasta i szukam tanich lotów do ciepłych krajów. Bo powiem Wam, że zwariuję, jeżeli w najbliższym czasie gdzieś nie polecę.
Nie mam telewizora, ale najważniejsze wydarzenia nie umykają mojej świadomości. I tak oto kilka dni temu świat obiegła przerażająca informacja o tym, że w Maku już nie będzie frytek. Zostaną zastąpione czymś zdrowym: owocami tudzież sałatkami. Świat zareagował oburzeniem, gdyż (cytuję!): "iść do maka na sałatkę, to jak iść do burdelu się poprzytulać". Ja również uważam, że atakowanie nas ze wszystkich stron tą zdrową żywnością jest niedorzeczne! I skandaliczne!
Włączyłam sobie właśnie ten podkład muzyczny Kamili. Bardzo życiowy refren.
G.
PS Smoki nie istnieją!
Jeżeli chodzi o poprzednią notkę. Mimo że nie czytałam jej z podkładem muzycznym, to poczułam się wspaniale. I od razu zaznaczę: ja nie mędziłam. Kamila czuła potrzebę. To miłe. Dawno już nikt tak pięknie o mnie nie pisał. Tylko trochę poczułam się jakbym już nie żyła i patrzyła na Was z góry (no bo przecież nie z dołu). I przez chwilę to mi się nawet smutno zrobiło, że już mnie nie ma między Wami. Blog ma się dobrze, trwa, a my z nim. W nim. Tylko niejaki Przemysław E., bliski kolega Kamili, napisał ostatnio na pewnym portalu, że nazwa naszego bloga jest skaszaniona i nie koreluje z treścią i ideą. Człowieku! Ty nie wiesz, jak bardzo skaszaniony mamy login i hasło do tego bloga! I też nie korelują z niczym. A są.
A teraz będę oryginalna: jest mi zimno. Ale tak zimno, że nie wiem, co z tym zrobić. W związku z tym siedzę, jem i przeglądam blogi kulinarne. W międzyczasie piekę ciasta i szukam tanich lotów do ciepłych krajów. Bo powiem Wam, że zwariuję, jeżeli w najbliższym czasie gdzieś nie polecę.
Nie mam telewizora, ale najważniejsze wydarzenia nie umykają mojej świadomości. I tak oto kilka dni temu świat obiegła przerażająca informacja o tym, że w Maku już nie będzie frytek. Zostaną zastąpione czymś zdrowym: owocami tudzież sałatkami. Świat zareagował oburzeniem, gdyż (cytuję!): "iść do maka na sałatkę, to jak iść do burdelu się poprzytulać". Ja również uważam, że atakowanie nas ze wszystkich stron tą zdrową żywnością jest niedorzeczne! I skandaliczne!
Włączyłam sobie właśnie ten podkład muzyczny Kamili. Bardzo życiowy refren.
G.
PS Smoki nie istnieją!
wtorek, 1 października 2013
Wspomnienie o Małgorzacie (Matyldzie, Ani i Anecie oraz Katarzynie Kasowskiej)
Tera się będzie działo.
Najpierw podkład muzyczny, och przekorny nieco, i bez podkładu nie czytać.
och kocham cię nad życie
1) Dawno, dawno temu, czyli jakoś w kwietniu ja i moja koleżanka Małgorzata B. założyłyśmy bloga, który zawojował świat. Pisałyśmy te posty namiętnie, a grono zakochanych w naszym widzeniu świata fanów, dopingowało nas w tej twórczości. W tym momencie czuję się zobowiązana nieco zwolnić szaleńczy dynamizm wpisu tego i głęboki ukłon wdzięczności wobec Czytelników złożyć, z prośbą o pozostanie z tym blogiem i czytanie go wciąż i pokazywanie znajomym (zwłaszcza jakimś wpływowym co by wymyślili jak na tym zbić fortunę, bo nie będę wiecznie służącą w tym domu).
I znów lecimy na łeb na szyję
miałyśmy bloga pisałyśmy maj zanosił się deszczem czytelnicy śmiechem ale pewnego dnia gosia pojechała do bułgarii i tam ją zjadł bułgarski smok i dlatego ona już nic nie pisze
Małgorzata była wspaniałą, zawsze uśmiechniętą, niezwykle inteligentną blogerką, która potrafiła utrzymać logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy swojego wpisu, co umiejętnością jest cenną niezwykle. Zawsze będę o niej pamiętać i ciepło myśleć, a jak tylko ją spotkam to urwę jej to czego smok nie zdążył za to że milczy <loflof>
2) Tymczasem tajemnicze choć w sumie już wyjaśnione zniknięcie Małgorzaty zrekompensowało pojawienie się na świecie Matyldy.
Odchodzę do moich spraw tydzień temu w nocy urodziła się
Gwiazda
Matylda jest córką Kasi i Andrzeja, ma tydzień i widziałam ją póki co na fejsie. Zamiast rączek urosły jej białe rękawiczki, ma przybocznego kota obronnego i zadziorne zbuntowane spojrzenie.
Z twarzy Widota, ale temperament to po Gierszeskich zgarnęła i ja to widzę już od razu ale jak się poznamy osobiście to jeszcze potwierdzę pro forma
Do Matki Matyldy dzwonić miałam, ale bo to ja wiem czy to-to ma czas na pogaduchy o rozwarciu, rozstępach pupy cycki płaskie brzuszki gdy cud-zadzior obok absorbuje uwagę, robi kupę, jeść woła i w transcendencję uczuć przenosi? (transcendencja - sprawdzić znaczenie)
także - Matylda już jest. JEST. czeka do poznania.
3)Tymczasem do Sosnowca wyjechała moja Ania Starzyczny z Rydułtów na studia rosyjskie, a ja moje angielsko-rosyjskie męczę i domęczyć nie mogę. Nienawidzę pisać bibliografii. nienawidzę. Ale anusia już jest zakwaterowana w swoim pokoju w akademiku i mi powiedziała przez telefon o 21:45: ty, tu się nie da spać! Ja nie wiem, chyba wyjdę do tych ludzi i się z nimi zapoznam.
Jak to wszystko panta rhei. a jeszcze nie dawno, na pierwszym roku studiów, młodsza ode mnie o 7 lat Anna zastanawiała się, czy może mi mówić przez "ty"....
4) Aneta jest we Wrocławiu. Wyszła właśnie z fejsa i czyta "Wielkiego Gatsby'ego". Książkę. Takiego jakby to powiedzieć... Written-printed-booka. Ma to okładkę i strony z tekstem nadrukowanym tuszem na czarno. Siedzi, manualnie przerzuca kartki i czyta oczami i umysłem Kazała mi napisać, że jest kochana.
ANETA JEST KOCHANA I PIĘKNA
I NIE MA JESZCZE CHŁOPAKA BO JEST INTELIGENTNA.
ODWAŻNYCH POWAŻNYCH SAMCÓW PROSZĘ O KONTAKT
MOGĘ POŚREDNICZYĆ.
TYLKO POWAŻNE OFERTY 18+.
5)Katarzyna Kasowska również jest inteligentna, to jednak nie odstraszyło jej męża Bartłomieja i wspólnie udało im się stworzyć rodzinę oraz córkę Antolinę de Barseląąąąąą, najpiękniejszą w swojej klasie.
Kaso, dziękuję Ci, ze zawsze jesteś pomocna i w ogóle chodzisz ze mną w krzaki i drukujesz co potrzeba. I właśnie mi się przypomniało, że indeks miałam odnieść do sekretariatu neofilologii, co zapomnialam dziś dzień z rzędu trzeci. @$^#^&$#%#$^!!!
dobra. napisałam o tych wszystkich osobach dlatego że o niektórych czułam potrzebę a reszta zawsze mi mędzi, żebym napisala :D
formalnościom stało sie zadość. w kolejnych postach będę się skupiać na tym co najważniejsze - czyli na mnie.
na mnie
yyyyyyyyy, "na mnie" powiedziałam?
na miłości, miałam na myśli. i odnalezieniu małgorzaty. dead or alive.
Smok i Małgorzata. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.
Najpierw podkład muzyczny, och przekorny nieco, i bez podkładu nie czytać.
och kocham cię nad życie
1) Dawno, dawno temu, czyli jakoś w kwietniu ja i moja koleżanka Małgorzata B. założyłyśmy bloga, który zawojował świat. Pisałyśmy te posty namiętnie, a grono zakochanych w naszym widzeniu świata fanów, dopingowało nas w tej twórczości. W tym momencie czuję się zobowiązana nieco zwolnić szaleńczy dynamizm wpisu tego i głęboki ukłon wdzięczności wobec Czytelników złożyć, z prośbą o pozostanie z tym blogiem i czytanie go wciąż i pokazywanie znajomym (zwłaszcza jakimś wpływowym co by wymyślili jak na tym zbić fortunę, bo nie będę wiecznie służącą w tym domu).
I znów lecimy na łeb na szyję
miałyśmy bloga pisałyśmy maj zanosił się deszczem czytelnicy śmiechem ale pewnego dnia gosia pojechała do bułgarii i tam ją zjadł bułgarski smok i dlatego ona już nic nie pisze
Małgorzata była wspaniałą, zawsze uśmiechniętą, niezwykle inteligentną blogerką, która potrafiła utrzymać logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy swojego wpisu, co umiejętnością jest cenną niezwykle. Zawsze będę o niej pamiętać i ciepło myśleć, a jak tylko ją spotkam to urwę jej to czego smok nie zdążył za to że milczy <loflof>
2) Tymczasem tajemnicze choć w sumie już wyjaśnione zniknięcie Małgorzaty zrekompensowało pojawienie się na świecie Matyldy.
Odchodzę do moich spraw tydzień temu w nocy urodziła się
Gwiazda
Matylda jest córką Kasi i Andrzeja, ma tydzień i widziałam ją póki co na fejsie. Zamiast rączek urosły jej białe rękawiczki, ma przybocznego kota obronnego i zadziorne zbuntowane spojrzenie.
Z twarzy Widota, ale temperament to po Gierszeskich zgarnęła i ja to widzę już od razu ale jak się poznamy osobiście to jeszcze potwierdzę pro forma
Do Matki Matyldy dzwonić miałam, ale bo to ja wiem czy to-to ma czas na pogaduchy o rozwarciu, rozstępach pupy cycki płaskie brzuszki gdy cud-zadzior obok absorbuje uwagę, robi kupę, jeść woła i w transcendencję uczuć przenosi? (transcendencja - sprawdzić znaczenie)
także - Matylda już jest. JEST. czeka do poznania.
3)Tymczasem do Sosnowca wyjechała moja Ania Starzyczny z Rydułtów na studia rosyjskie, a ja moje angielsko-rosyjskie męczę i domęczyć nie mogę. Nienawidzę pisać bibliografii. nienawidzę. Ale anusia już jest zakwaterowana w swoim pokoju w akademiku i mi powiedziała przez telefon o 21:45: ty, tu się nie da spać! Ja nie wiem, chyba wyjdę do tych ludzi i się z nimi zapoznam.
Jak to wszystko panta rhei. a jeszcze nie dawno, na pierwszym roku studiów, młodsza ode mnie o 7 lat Anna zastanawiała się, czy może mi mówić przez "ty"....
4) Aneta jest we Wrocławiu. Wyszła właśnie z fejsa i czyta "Wielkiego Gatsby'ego". Książkę. Takiego jakby to powiedzieć... Written-printed-booka. Ma to okładkę i strony z tekstem nadrukowanym tuszem na czarno. Siedzi, manualnie przerzuca kartki i czyta oczami i umysłem Kazała mi napisać, że jest kochana.
ANETA JEST KOCHANA I PIĘKNA
I NIE MA JESZCZE CHŁOPAKA BO JEST INTELIGENTNA.
ODWAŻNYCH POWAŻNYCH SAMCÓW PROSZĘ O KONTAKT
MOGĘ POŚREDNICZYĆ.
TYLKO POWAŻNE OFERTY 18+.
5)Katarzyna Kasowska również jest inteligentna, to jednak nie odstraszyło jej męża Bartłomieja i wspólnie udało im się stworzyć rodzinę oraz córkę Antolinę de Barseląąąąąą, najpiękniejszą w swojej klasie.
Kaso, dziękuję Ci, ze zawsze jesteś pomocna i w ogóle chodzisz ze mną w krzaki i drukujesz co potrzeba. I właśnie mi się przypomniało, że indeks miałam odnieść do sekretariatu neofilologii, co zapomnialam dziś dzień z rzędu trzeci. @$^#^&$#%#$^!!!
dobra. napisałam o tych wszystkich osobach dlatego że o niektórych czułam potrzebę a reszta zawsze mi mędzi, żebym napisala :D
formalnościom stało sie zadość. w kolejnych postach będę się skupiać na tym co najważniejsze - czyli na mnie.
na mnie
yyyyyyyyy, "na mnie" powiedziałam?
na miłości, miałam na myśli. i odnalezieniu małgorzaty. dead or alive.
Smok i Małgorzata. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

